– Zawsze wolałam gry od zabawek. Mając do wyboru lalkę lub chińczyka, wybierałam to drugie. Później, w wieku 20 lat, poszłam towarzysko do salonu bingo. Zagrałam i od razu wpadłam – wyznaje Gosia, anonimowa hazardzistka. W Polsce co roku w grze jest kilkanaście miliardów złotych. To tyle, ile wydajemy w ciągu roku na wódkę i piwo. A gra co druga osoba z nas.
W naszym kraju działają obecnie 32 kasyna, 215 salonów gier na automatach, 1746 punktów zakładów bukmacherskich, siedem razy tyle kolektur sieci Lotto, a także ponad 6500 miejsc, w których można zagrać na jednym z 12,5 tysiąca automatów o niskich wygranych. Tych legalnych, bo część funkcjonuje w szarej strefie. Jak dużo, nie wiadomo. Do tego liczne loterie SMS-owe, konkursy audiotele, zdrapki, wyścigi konne czy psie oraz – coraz częściej – gry dostępne w internecie. Rynek hazardowy jest jak talia – ma wiele i to różnych kart, w tym i swoje asy.
Hotel Marriott w Warszawie. To tutaj mieści się najpopularniejsze kasyno w kraju. Przygaszone światła, krupierzy w eleganckich strojach, stoły przystrojone zielonym suknem, miękki dywan pod stopami, a do tego pełna dyskretnej życzliwości atmosfera uwiodły już niejednego gościa. – Nie narzekamy – odpowiada z tajemniczym uśmiechem Andrzej Maj, dyrektor warszawskiego kasyna, gdy pytam go o wpływy z gier. Szczegółów nie chce zdradzić. Ale wiadomo, że w zeszłym roku osiem kasyn Casinos Poland – pierwszej firmy w Polsce, która otrzymała licencję na prowadzenie gier hazardowych – odwiedziło łącznie 290 tys. osób. Zostawiły w nich 143 mln zł. To ponad połowa przychodów wszystkich kasyn w kraju, a lwia część przypada na to w centrum stolicy.
Ale Andrzej Maj – który zaczynał pracę w tej branży 23 lata temu jako krupier – pamięta i lepsze czasy. Chociażby 2011 rok, kiedy padła najwyższa w historii wygrana na automatach. – To był jackpot kumulowany z kilku kasyn – mówi. Zwycięzca zgarnął wówczas 1,7 mln zł. Wyższa była jedynie nagroda w European Poker Tour – serii międzynarodowych turniejów pokerowych, które gościło kasyno w hotelu Hyatt, również należące do Casinos Poland: ponad 2 mln zł w 2008 r. – Poker był najdynamiczniej rozwijającą się gałęzią branży, z rocznym wzrostem na poziomie nawet 90 procent – tłumaczy mi Andrzej Maj. – Ale po 18 latach ustawodawca uznał, że poker jest w Polsce nielegalny – dodaje z nieukrywanym zdziwieniem i irytacją. Podobnie zresztą jak wspomniane kumulacje na automatach.
Ustawa uchwalona po aferze hazardowej spowodowała też, że drastycznie wzrosły podatki, głównie dla organizatorów gry, ale również i graczy. Na przykład miesięczne obciążenia od jednego automatu to teraz ok. 2 tys. zł, wcześniej zaś niecałe 800 zł. Ponadto zakazano organizowania i uczestniczenia w grach w internecie, a także wprowadzono stopniowe wygaszanie zezwoleń na funkcjonowanie maszyn o niskich wygranych. Podczas gdy na początku 2010 r. było ich aż 55 tys., dziś jest to ponad cztery razy mniej. Czy to jednak oznacza, że Polacy nie grają?
Gra bez granic
Z zeszłorocznych badań CBOS wynika, że w ciągu minionych 12 miesięcy kontakt z grą miał co drugi dorosły Polak. To znaczy, że w praktyce gra połowa z nas. Najczęściej w gry Totalizatora Sportowego. Wybiera je dwie piąte graczy, wydając średnio 34 zł miesięcznie i to mimo tego, że szansa na trafienie upragnionej szóstki wynosi 1 do niemal 14 mln. Przy czym prawdopodobieństwo, że dana kombinacja nie padnie przez najbliższe 1000 lat, wynosi aż 98,9 proc. Dwa razy rzadziej bierzemy udział w konkursach audiotele czy wysyłamy płatneSMS-y. Te ostatnie to głównie domena osób młodszych. Jeszcze mniej popularne są gry na automatach. Ale to właśnie do nich trafiła niemal połowa z 15 mld zł, które Polacy wydali w zeszłym roku na hazard. A to z całą pewnością niepełna kwota, bo wciąż spod kontroli państwa wymyka się e-hazard – jeden z najszybciej rozwijających się sektorów usług w Unii Europejskiej, a nawet na świecie.
W sieci można zagrać we wszystko: bingo, blackjacka, baccarat, ruletkę francuską, amerykańską, grand pokera czy texas hold’em, a nawet e-zdrapki. Skorzystać można również z wirtualnego „jednorękiego bandyty”. I „nie ważne czy lubisz cyfry, zwierzątka czy śmieszne ludziki” – zachęca do gry jeden z serwisów, która chwali się ofertą automatów gry on-line z niemal nieograniczonym wyborem kolorów i wzorów. Każdy znajdzie coś dla siebie. Tym bardziej, że w sieci dostępne są wręcz całe internetowe kasyna z setkami gier, salami VIP, w których – jak czytam na innej stronie – „pełno jest młodych ślicznotek gotowych na flirt podczas gry”. „Nieważne, czy masz problemy finansowe, chcesz się szybko odkuć czy szukasz gorącego romansu – w naszych sexy kasynach przeżyjesz niezapomniane emocje w luksusowej atmosferze” – głosi kolejna reklama, która wyskakuje na ekranie mojego komputera.
– Nie musisz się ruszać z domu. Siadasz, przelewasz pieniądze i masz pełny komfort grania – mówi Michał, którego poznaje przez jedną z takich e-jaskiń. Jak sam twierdzi, ostre hazardowanie ma już za sobą. – Kilka lat temu miałem fazę na automaty. Nie potrafiłem przejść obok maszyny, nie wrzucając do niej kilku złotych. To naprawdę niesamowite uczucie, kiedy te gwiazdeczki, śliweczki czy wisienki układają się w jedną linię – opowiada. Zdarzały się wieczory, kiedy przepuszczał i 1000 zł. Teraz gra głównie w sieci. Obstawia przede wszystkim zakłady w piłce nożnej. – To co innego – mówi. – Tutaj liczy się nie tylko szczęście, ale i wiedza z danej dyscypliny sportu. Im więcej wiesz, tym większe masz szanse na zgarnięcie pokaźnej sumki – przekonuje.
Źródło: Onet.pl