
Wydarzeniem numer jeden wiosennych mistrzostw Ameryki Północnej w brydżu, które z udziałem ponad 3000 zawodników odbywały się w Saint Louis, było zwycięstwo teamu w składzie z Niemką Sabine Auken. Polacy, których grało prawie 20, nie odnieśli sukcesów.
Najwyżej, do 1/16 finału zaszli Cezary Balicki i Adam Żmudziński (Ruch AZS Politechnika Wrocławska), którzy byli w zespole Carolyn Lynch wraz z Rosjanami Aleksandrem Dubininem i Andriewem Gromowem.
W wielce prestiżowym turnieju, rozgrywanym od 1926 roku, tylko osiem kobiet wystąpiło w zwycięskich teamach. Dziewiątą jest Auken, która była w zespole wraz z Amerykaninem Royem Wellandem i duńskim braćmi Dennisem oraz Mortenem Bilde.
Jak podkreślił dyrektor biura Polskiego Związku Brydża Sportowego Sławomir Latała, mimo że w puli nagród nie ma nawet pół dolara, a jedynie puchar ufundowany przez przedsiębiorcę i biznesmena Harolda Vanderbilta, uważanego za ojca współczesnego brydża. Zasady opracował w roku 1925, jak głosi legenda, płynąc z Nowego Jorku do Hawany na pokładzie statku SS Finland. Był także zapalonym żeglarzem, trzykrotnie wygrywając regaty o Puchar Ameryki w latach 1930, 1934 i 1937.
-Nie zagrać w tym turnieju, to tak, jakby być w Rzymie i papieża nie zobaczyć, czy też pominąć uroczystość wręczenia w Hollywood Oscarów przyznawanych przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej. Chcesz się liczyć w brydżowym świecie, musisz pokazać się w mistrzostwach Ameryki Północnej, najlepiej w trzech edycjach - wiosennej, letniej i jesiennej. Możesz być mistrzem Europy, a nie zostaniesz zauważony, jeśli nie zagrasz w turnieju o Puchar Vanderbilta - powiedział Latała.
sport.wp.pl